Porządkujemy to, co dziś przechodzi przez Ciebie — decyzje, procesy, zespół — i dopiero potem dokładamy automatyzację i AI. Tam, gdzie oddają Ci przestrzeń na rozwój i wizję, a nie zabierają jej jeszcze więcej. Najpierw ludzie, na końcu algorytmy.
Za Instytutem stoją ludzie z wielomilionowych projektów dla międzynarodowych korporacji — Credit Suisse, State Street, BBH. Teraz robimy to dla firm Twojej wielkości — z założycielami przy stole, nie z juniorem.
Wszystko jest na Twojej głowie. Każda decyzja wraca do Ciebie, każdy pożar gasisz sam, a na urlopie i tak masz telefon w kieszeni — bo czujesz, że bez Ciebie się posypie.
Zakładałeś to dla wolności. Dziś firma działa — tylko nie bez Ciebie.
A im więcej ogarniasz, tym mniej zostaje Ci głowy, żeby pomyśleć, dokąd to wszystko zmierza. I nie robisz tego jednego ruchu, który zmienia więcej niż cały miesiąc harówki.
Jesteś pierwszą osobą do wszystkiego. Architektem, który zamiast projektować, muruje każdą cegłę.
Większość automatyzacji robi jedno: przyspiesza. Oddaje Ci godziny, a Ty wypełniasz je kolejną robotą — bo skoro można obsłużyć więcej, to obsługujesz więcej. Wracasz do sobót i niedziel, tylko z droższymi narzędziami.
Dwadzieścia lat temu zautomatyzowałem proces w firmie taty — żeby miał wreszcie czas dla rodziny, a nie tylko dla ekranu. Odzyskał ten czas i wrzucił go z powrotem w firmę. – Piotr
Dlatego wiemy jedno: sama technologia nie uwalnia. Widać to dziś na całym rynku — firmy nakładają AI na chaos i nie dostają zwrotu. Dostają coś gorszego: więcej chaosu, wyższe koszty i większe rozgoryczenie.
Sadzamy zespół przy jednej ścianie i rozkładamy firmę na zdarzenia: co się dzieje, kiedy, w odpowiedzi na co. Ludzie nagle widzą to samo — i pierwszy raz rozmawiają o tym, co u nich naprawdę się dzieje.
Nie tylko gdzie tracicie czas, ale jak się naprawdę komunikujecie i czego nikt nie mówi na głos. Często ta sama osoba ma w głowie dwie sprzeczne narracje na ten sam temat — i póki ich nie zobaczy, ciągną firmę w dwie strony.
Wskazujemy jedno miejsce, które boli najmocniej, i sprawdzamy, co da się zautomatyzować — tak, żebyś Ty i zespół zostali w środku procesu, nie obok.
AI dokładamy do wyczyszczonego procesu, nigdy odwrotnie.
Wielomilionowe projekty automatyzacji i transformacji dla międzynarodowych korporacji — Credit Suisse, State Street, BBH. Systemy, które musiały działać bezbłędnie, bo obsługiwały miliony transakcji.
Instytut Self Hero jest młody — mówimy to wprost. Ale ludzie, którzy go tworzą, mają za sobą dekady wdrożeń. Bierzemy ten sam rygor — pomiar, bezpieczeństwo, dyscyplinę kosztów — i przykładamy go do firm Twojej wielkości. Z jedną różnicą: tu jesteś właścicielem, nie jednym z tysiąca interesariuszy.
Koszt, mierniki i horyzont ustalamy przed startem. Celujemy w zwrot w 1–6 miesięcy — widzisz go tydzień po tygodniu.
3 minuty, bez maila. Zobacz, gdzie tkwi wąskie gardło.
Włącz Radar →Z naszym konsultantem. Najpierw sprawdzamy, czy w ogóle do siebie pasujemy.
Umów rozmowę →Warsztat, na którym wchodzimy głębiej i wyłaniamy to, co naprawdę się dzieje.
Zobacz warsztat →Czasem wdrożenie. Czasem warsztat z narzędzi, które już macie. Czasem praca nad wizją. A czasem wystarczy to, co już zobaczyliście. Nie zawsze trzeba cokolwiek wdrażać.
45–60 minut szczerej rozmowy. Bez prezentacji, bez slajdów, bez automatów. Opowiadasz, gdzie się zatyka — a my mówimy wprost, czy umiemy z tym pomóc. Odpowiada Anna lub Piotr, osobiście.
Wolisz najpierw spojrzeć sam? Włącz Radar →
To 45–60 minut, w których słuchamy, gdzie dziś najwięcej przechodzi przez Ciebie, i pokazujemy, od czego realnie zacząć. Bez prezentacji, bez slajdów — rozmowa o Twojej firmie.
Nie. Nie ma prezentacji ani sekwencji maili. Jeśli zobaczymy, że nie jesteśmy dla Ciebie właściwi — powiemy to wprost.
Pracujemy z właścicielami firm z zespołem 2–50 osób, niezależnie od branży. Metoda dotyczy tego, jak firma działa — nie tego, co sprzedaje.
Powiemy wprost, żeby nie tracić Twojego czasu. To nie jest dla jednoosobowej działalności bez zespołu — tam problem brzmi „zbuduj firmę", nie „przestań być wąskim gardłem". Nie jest też dla firm w głębokim kryzysie, dla szukających wyłącznie cięcia kosztów ani dla kogoś, kto chce gotowca bez własnego zaangażowania. Pracujemy z właścicielami rosnących firm z zespołem 2–50 osób, przez których przechodzi zbyt wiele decyzji.
Nie zaczynamy od narzędzia. Najpierw porządkujemy ludzi i procesy, a technologię dokładamy na końcu — tam, gdzie naprawdę oddaje Ci czas. I mierzymy efekt, zamiast obiecywać.
Koszt ustalamy indywidualnie po rozmowie — zależy od zakresu. Zawsze znasz go i mierniki przed startem, bez niespodzianek. Mierzymy, zanim obiecamy.
Od zakresu, od liczby osób, które obejmuje zmiana, i od tego, które elementy realnie wdrażamy. Koszt, mierniki i horyzont zwrotu ustalamy przed startem — bez ukrytych abonamentów, które wychodzą po pół roku. Nie rzucamy liczbami-gwarancjami. Mierzymy, zanim obiecamy.
Tak. Dane traktujemy z rygorem, do którego przywykliśmy w korporacyjnych wdrożeniach. Szczegóły opisuje Polityka prywatności.

Każda decyzja wraca do Ciebie. Każdy pożar gasisz sam. Im większa firma, tym gorzej — bo wszystko, co urośnie, urośnie na Twojej głowie.

Nowy etat miał Cię odciążyć. Zamiast tego doszło wdrażanie, pytania i jeszcze jedna osoba, którą trzeba prowadzić za rękę.

Na każdy problem kupiłeś aplikację. Połowa leży nieużywana, dane są w pięciu miejscach, a i tak najważniejsze ustalenia lądują na czacie.
Im bardziej rośniesz, tym mniej powinno przez Ciebie przechodzić.